czwartek, 23 maja 2019

Czy można wyzbyć się emocji

Na pytanie "co u Ciebie, jak się czujesz" odpowiadam "dobrze", bo co innego mogłabym odpowiedzieć ? Jak miałabym ująć słowami fakt, że mam ochotę zwymiotować emocjami. które się we mnie gnieżdżą ? Jak miałabym powiedzieć, że nie umiem ogarnąć tego co siedzi we mnie? tego co jest częścią mnie, tego co mnie zjada od środka... po co miałabym to mówić skoro tak naprawdę tylko ja mogę poradzić sobie sama z tym co moje... Bo przecież skoro to jest częścią mnie to znaczy też, że należy do mnie i tylko ja mogę się z tym zmierzyć.
Czuje się jak balonik, który ktoś pompuje i pompuje. Powietrze nie ma gdzie uciekać a materiał jest zbyt solidnie zrobiony by mógł pęknąć... Tak bardzo chciałabym pęknąć i wyrzucić z siebie w końcu wszystko co tak bardzo mnie boli. Tak bardzo chciałabym przestać czuć , przestać magazynować w sobie te wszystkie uczucia i udawać, że mnie one nie dotyczą. Mam wrażenie, że im bardziej próbuję od nich uciec tym trudniej mi to wychodzi. 
Z wierzchu cwana, twarda, sarkastyczna dziewczyna odbierana jako pozytywny i wesoły złośnik. A w środku.... w środku jestem rozbitym w mak lustrem przynoszącym sam smutek i nieszczęście. Czuję się jakbym była rozbita na miliony kawałków. których już nie da się poskładać. Z wierzchu odziana w skorupę przez którą nic nie przejdzie a w środku krucha i zagubiona... czy ktoś to widzi ? Czy ktoś wie kim jestem ? Kim jestem ? Kim ja właściwie jestem ... 
Zbyt dużo uczuć, emocji i myśli kotli się w moim sercu i mózgu. Może ja po prostu zbyt wiele oczekuje od tego życia? Może nie jestem stworzona do tego by przeżyć je a jedynie mam je przetrwać... Czuję się tak bardzo emocjonalnie napompowana... 
"Nie radzisz sobie z życiem ?"... jasne, że sobie nie radzę ... w tę grę akurat jestem beznadziejna. Za dużo myślę, za dużo czuję, za dużo oczekuję, a tacy tutaj odpadają w pierwszej rundzie... Nie radzę sobie i pora to przyznać... Nawet gdy wydaje mi się, że jestem w stanie coś zmienić, że jestem w stanie podjąć działania mające na celu poprawienie mojego samopoczucia,to na jednym dniu planowania się kończy ... Jestem słaba... jestem tak bardzo słaba, że nawet nie potrafię sobie samej dotrzymać obietnicy.. bo przecież obiecałam sobie, że będę szczęśliwa, choćbym sobie to szczęście miała narysować.
Jestem jak wycieńczony koń wchodzący pod ogromną górę z wozem pełnym ludzi.... Nie mam sił już go ciągnąć a odpięcie go spowoduje, że komuś siedzącemu na tym wozie może stać się krzywda... Pomóc mi może tylko inny koń, silny i z werwą. Chętny do przybycia mi z pomocą i twardszy ode mnie, bo ja jestem już słaba. Byłam silna, bo to ja wciągałam ten wóz do tej pory-sama, ale już dłużej nie chcę,nie umiem... Chciałabym cieszyć się życiem, móc pobiegać po polanie i pościgać się z innymi końmi, ale jak ... jak mam biec skoro przede mną niekończąca się góra... 
Czasem czuję więcej niż powinnam. Czasem wydaje mi się, że nauczyłam się być odporna na to czym obsypują mnie inni ludzie... gówno prawda. Nawet gdy udaję, że jestem twarda. że mnie to nie rusza, to czuję to sto kroć bardziej niż powinnam. Przejmuję się każdym słowem i stale dbam o to by nikt tego nie zauważył. Jak nauczyć się trzymać emocje na wodzy ? Jak odróżniać te, które są prawdziwe od tych wymyślonych przez nas samych ... jak przestać kreować zbędne emocje? Jak żyć,  kiedy wszystko wbija się w Twoje serce jak drzazga w palec ? Jak się uśmiechać gdy serce krwawi?
Tak wiele jeszcze muszę się nauczyć... tak wiele lekcji życia przede mną...

poniedziałek, 20 maja 2019

Dwa światy , dwie osobowości - ja i ... JA

Z miłością już chyba taj trochę jest jak z zabawkami. Będąc małymi dziećmi nieraz oglądając reklamę w telewizji marzyliśmy o jakiejś konkretnej zabawce. Jeszcze przed jej otrzymaniem wiedzieliśmy o niej wszystko. Gdzie należy wcisnąć by działała , który przycisk służy do aktywowania dźwięku, a który do tego by jeździła, chodziła czy płakała. Cała mechanika lalki czy samochodzika była nam już tak dobrze znana, że wydawać by się mogło, iż wiemy o niej wszystko i to dokładnie jej potrzebujemy, aby nasze dzieciństwo można było nazwać idealnym a marzenie uznać za spełnione. W momencie , kiedy już dostajemy tę naszą upragnioną i wyczekiwaną zabawkę, kiedy nareszcie po raz pierwszy możemy ją rozpakować, dotknąć, podziwiać, bawić się nią... okazuje się, że nie jest taka idealna jak w telewizji nam ją pokazywali. Dostrzegamy, że nasza lalka nie ma tak pięknych długich i lśniących włosów, że się troszkę zacina podczas chodzenia i wcale nie potrafi śpiewać... zauważamy ,że nasz samochodzik nie jeździ tak szybko jak w reklamie, że w środku nie ma uśmiechniętego ludka a kolor zwyczajnie wygląda na wyblaknięty. I co wtedy ? Wtedy pojawia się rozczarowanie ... bo przecież miało być inaczej. Bo przecież wiedzieliśmy o tej zabawce wszystko a teraz... teraz gdy ją mamy okazuje się, że jest zupełnie nie taka jak ją sobie wyobrażaliśmy... I pojawia się pytanie, czy umiem sobie z tym poradzić i zaakceptować fakt, że nie jest tak idealna jak byśmy chcieli, czy zaczynam płakać i szukać innej ... lepszej zabawki. takiej która spełni nasze oczekiwania w 110%.
Dziś w dobie internetu, kiedy tak popularne stały się portale społecznościowe czy randkowe, ludzie więcej czasu spędzają w świecie wirtualnym niż realnym. To właśnie na portalach randkowych rozmawiają ze sobą i się "poznają", o ile można poznać drugiego człowieka w ten sposób. Słowa odgrywają bardzo ważną rolę w tym procesie, dlatego większość z nas nauczyła się pięknie mówić, pięknie pisać, pięknie opisywać życie i siebie. Ile w nich jednak jest prawdy ? Czy słowa są w stanie wyrazić naszą osobowość? Czy słowa są w stanie odzwierciedlić nasze prawdziwe "ja"? Czy mówiąc o sobie jesteśmy w stanie przekazać drugiej osobie prawdziwy i rzetelny obraz nas samych ?Niektórzy zapewne potwierdzą tę tezę argumentując ją faktem, iż będąc z kimś szczerym jesteśmy w stanie pozwolić drugiej osobie nas dobrze poznać. Ja natomiast uważam, że nieraz to co piszemy nie odzwierciedla tego kim jesteśmy. Opisujemy siebie tak jak my siebie widzimy. Mówimy o naszych atutach, osiągnięciach i cechach , które mogą komuś zaimponować. Pomijamy przy tym niewygodne fakty świadczące o ty, że jednak nie jesteśmy doskonali. Opisujemy siebie jako osoby rządne miłości, stałego związku, czułości itd a gdy przychodzi co do czego okazuje się, że nawet jeśli to tego pragniemy to często nie umiemy dać nic z siebie by to osiągnąć. Okazuje się, że na pisaniu się kończy. Żyjemy w czasach gdy większość ludzi poznaje się właśnie za  pomocą komunikatorów. które mają nam "ułatwić" poznanie drugiej osoby.Mają nam zastąpić jej obecność i ciepło, ale czy faktycznie tak jest ? Czy słuchanie opowieści o drugiej osobie pomaga nam ją poznać?Może w małym stopniu... Bardziej pomaga nam jednak stworzyć obraz osoby, którą chcielibyśmy zobaczyć, którą wykreowała nasza wyobraźnia z historii, które przez wiele tygodni słyszeliśmy , ale nie było okazji ich zweryfikować.
Komunikując się z kimś za  pomocą internetu nie mamy możliwości sprawdzić jak ta osoba zachowuje się w konkretnych sytuacjach, jakie ma nawyki i jak bardzo może nam to przeszkadzać. Słuchając tego co mówi nie jesteśmy w stanie stworzyć prawdziwego obrazu człowieka, a jednak to robimy . Staramy się wypytać  o najmniejsze szczególiki, zdobywamy informacje jak puzzle,które z łatwością dopasowujemy do naszej układanki .Często jednak w momencie realnego spotkania  z ta osobą okazuje się, że nasze puzzle zupełnie do siebie nie pasują , że puzzle które dostaliśmy są piękne, ale nie pasują do naszej układanki co skutkuje tym, że układanka nam się sypie... Wszystko co do tej pory wykreowaliśmy staje pod wielkim znakiem zapytania . Okazuje się , że tak naprawdę niektóre puzzle w naszej  układance  zupełnie nie odpowiadają prawdziwemu obrazowi i  brakuje jeszcze całego mnóstwa puzzli, które możemy odkryć sami.
Poznając drugą osobę często zwracamy uwagę na drobnostki. Na to jak chodzi, co mówi, jak mówi, jak się ubiera czy jaki trzyma dystans w stosunku do nas. W momencie kiedy wykreowaliśmy sobie pewien obraz i okazuje się , że te dwa światy się od siebie różnią- doznajemy rozczarowania . Pada pytanie "ale jak to ... miałeś/ aś być taka idealna" . W świecie wirtualnym dużo łatwiej jest udawać idealnego.Czasem nawet gdy tego nie zamierzamy robic, druga osoba właśnie tak nas odbiera i taki obraz nas sobie kreuje. Jesteśmy trochę jak te dzieci , które wykreowały sobie idealny obraz zabawki, a po jej otrzymaniu doznały rozczarowania. Właśnie tego się dziś boję.Boję się, że moje idealne wyobrażenie o nim runie zaraz po tym jak będę miała  okazję go zobaczyć w tym prawdziwym świecie . Może czasem lepiej nie przenosić relacji wirtualnych do świata realnego ? Może lepiej nie psuć sobie opinii o kimś kogo już zdążyliśmy polubić  ? W sumie nie wiem czego boję się bardziej , czy tego że ja rozczaruje się nim , czy raczej tego ,że to on rozczaruje się mną ... Czasem myślę,że życie bez internetu byłoby łatwiejsze... Mniej byśmy udawali, mniej sobie wyobrażali i na mniej liczyli .Pogodzenie się z faktem, iż świat w którym żyjemy nie jest tak idealny jak ten drugi jest naprawdę trudne i wymaga wielkiego dystansu o życia.
Chciałabym nauczyć się podchodzić do relacji na chłodno, bez emocji , bez oceniania , bez wyobrażania sobie tego jak idealnie mogło by być. Chciałabym odpisać , odłożyć telefon i żyć dalej w świecie realny, nie wyobrażając sobie jak wspaniale byłoby moje wyobrażenia przenieść z jednego świata do drugiego... Chciałabym żeby to wszystko było tak proste... Wiem, że jeśli te dwa światy się nie zderzą to nigdy się nie dowiem czy mam szansę skończyć moją piękną układankę i czy jest ona naprawdę tak piękna jak ją sobie wyobraziłam , a z drugiej storny boję sie ,że w momencie konfrontacji moje puzzle się po prostu posypią...

poniedziałek, 25 marca 2019

Nie docenisz póki nie stracisz

Kiedyś wydawało mi się ,  że największą  przyjemnością  w  życiu jest poznawanie drugiego człowieka , poznawanie mężczyzny który może być potencjalnym kandydatem na Twojego męża . Poznawanie go powoli , ale systematycznie , odkrywanie jego zalet i wad tym samym pokazując mu swoje niedoskonałości . Etap odkrywania siebie nawzajem , odkrywania czegoś pięknego i ciekawego w drugim człowieku powinien nas do siebie zbliżać i pobudzać chęć jeszcze dokładniejszego poznawania siebie , ale czy faktycznie tak jest ?
Pokazać komuś swoje gorsze strony -wady i niedoskonałości - to jest chyba najtrudniejsze , gdyż tak  naprawdę nie mamy pewności co będzie dalej, czy ten ktoś je zaakceptuje , czy pokocha , czy może zwyczajnie wyśmieje a relacja zakończy się tak szybko jak się zaczęła .Mówią, że w życiu trzeba ryzykować i iść na całość, ale czy odkrycie wszystkich kart tak bardzo popłaca ? Kiedy oddajesz się drugiemu człowiekowi w całości , co zostaje dla Ciebie ? A gdy się mu nie oddajesz , jaki sens ma wasze wspólne życie razem ? Życie jest pełne ironii ... mając faceta chciałam poznawać innych mężczyzn , chciałam się starać ich zrozumieć i chciałam by oni rozumieli mnie , dziś chciałabym ominąć ten trudny etap i móc przytulić się do faceta , przy którym nie będę czuła się skrępowana moim celulitem na tyłku , artystycznym nieładem na głowie czy brakiem tapety na twarzy , nie wspominając o tym jak bardzo chciałabym móc powiedzieć mu o tym czego w życiu boję się najbardziej . Dziś chciałabym wrócić do mężczyzny , który pokochał moje wady ...
Na początku wszyscy gramy idealnych , malujemy się najdroższymi paletami cieni  z sephory , zakładamy najseksowniejsze ubrania , markowe buty , podkreślamy usta czerwoną szminką i stale sie uśmiechamy , a na pytanie "czy często miewasz gorsze dni " odpowiadamy " jasne ,że nie ... zawsze jestem pełna życia , a przynajmniej się staram ! " . Ile w tym prawdy , każdy z nas najlepiej wie. Nie jesteśmy doskonali i każdy ma tego świadomość  , ale na to by być gotowym pokazać to drugiej osobie trzeba czasu i jestem tego świadoma , ale jestem też już zmęczona tym uśmiechaniem się , kiedy chce mi się płakać , mówieniem że kocham życie i staram się doceniać każdą z chwil , kiedy tak na prawdę najchętniej zamknęłabym się w pokoju , zakryła kołdrą i nie wychodziła stamtąd aż do śmierci ...  My ludzie jesteśmy pełni  beznadziejności , którą tworzymy sami ! Bo przecież nikt nam nie broni wyjść z domu , zacząć doceniać śpiew ptaków wiosną , pierwszego zawilca spotkanego na chodniku czy uśmiechu ekspedientki w sklepie . Tak naprawdę sami nie wiemy czego chcemy od życia ... co sprawia nam przyjemność i radość ... Mając jedno nie staramy się tego zatrzymać a raczej sprawdzić czy nie znajdziemy gdzieś czegoś lepszego ...
Dziś czuję taką beznadziejność w sobie . Wczoraj jeden mężczyzna mi powiedział , że po naszej rozmowie doszedł do pewnych wniosków , otóż coraz trudniej jest mu wchodzić w związki ... Kiedyś było to czymś na zasadzie wchodzenia w relacje "z rozpędu" dziś trwa to dużo dłużej i jest nasycone ogromną ilością przemyśleń . Dla mnie jest to naturalna cecha , ponieważ świadczy o tym że uczymy się na błędach co jest jak najbardziej pozytywne , jednakże jak to określił "ogranicza" . Fakt bardzo ogranicza . Po kolejnym nowo poznanym mężczyźnie/ kobiecie dochodzimy do wniosku, że nudzi nas już udawanie idealnych , zamykamy się coraz bardziej w sobie i każda kolejna osoba dowiaduje się o nas coraz mniej bo po co ma wiedzieć więcej skoro pewnie i tak za chwilę odejdzie ... Do niedawna lubiłam tą ciekawość , to zainteresowanie skierowane w stronę drugiej osoby , dziś mnie to męczy ... z wielką chęcią zamieniłabym to szczerą rozmowę , wino przy mało romantycznym filmie i ramiona , które dają ciepło . Wiem , że to jest niemożliwe bez poznania się dlatego dziś tak bardzo tęsknię za mężczyzną który mi to wszystko dawał , z którym przeszłam te dobre i te złe chwile , który mimo że nie do końca mnie rozumiał to po prostu był . Nie docenia się takich rzeczy dopóki nie przyjdzie nam ich niestety stracić .
Już nawet nie chodzi o to , że tak bardzo mi tego brakuje , po  prostu tak bardzo męczy mnie już poznawanie ludzi .. dość to dziwne bo do niedawna to uwielbiałam , dziś działa to w drugą stronę , coraz bardziej zamykam się na nowe relacje i coraz trudniej jest mi w nie wejść , coraz rzadziej czekam i coraz szybciej potrafię o nich zapomnieć . Czy kiedyś znajdę kogoś o kim nie będę chciała zapomnieć i kto nie będzie chciał pozwolić mi  o sobie zapomnieć  ? Nie wiem :)

czwartek, 7 lutego 2019

Faceci .... i co dalej ?

Mówią , że nie można  wrzucać wszystkich do jednego worka , że każdy jest inny a płeć nie ma znaczenia .. czy oby na pewno ? Nie do końca jestem w stanie się z tym zgodzić . Być może to ze mnie uleciała gdzieś dusza namiętnej kobiety romantyczki , która szuka księcia na białym rumaku ... bajka . Oni nie istnieją ! Faceci 21 wieku są zwykłymi ogrami , czekającymi tylko aż kobieta sama poda im się na tacy bo w sumie to nawet zawalczyć im się o nią nie chce , bo po co .... 
Jestem zła ! Jestem wściekła na każdego z tych facetów tak bardzo ,że dziś jestem w stanie powiedzieć ,że ich nienawidzę !  Każdy łasi się jak kot tylko po to żeby zaliczyć a potem pochwalić się tym kumplom , bo co ja to nie  jestem , jaki to ja nie jestem zajebisty ... Nie musiałem nic robić i jest moja ... Czy właśnie w tym wszystkim najpiękniejszym okresem nie powinno być zdobywanie kobiecego serca ,  a nie innej części ciała ... Uwodzenie jej swoją inteligencją , żartem i osobowością... Wzbudzanie w niej chęci poznawania , zainteresowania ... Nie dziś ... Dzisiejsi mężczyźni nie potrafią być romantykami , nie potrafią kobiety zdobyć i zatrzymać ... nawet jeśli im się uda ją zdobyć to nie są w stanie jej zatrzymać , dlaczego ? To proste . Bo wydaje im się ,że mogą mieć każdą , że nie muszą się angażować , dawać czegokolwiek od siebie , starać się i być atrakcyjnymi dla tej drugiej połówki , bo ... bo mogą mieć każdą , albo tą jedną tylko po to by zaspokajać swoje pragnienia , odchodzić i znów wracać by "spuścić ciśnienie ". "Chcesz obejrzeć romantyczny film ? Oj ... nie, przy filmach zasypiam .... Chcesz iść na spacer ? To idź ja na Ciebie zaczekam ... Chcesz iść na zakupy ? ups.. nie lubię niezdecydowanych kobiet więc wybacz kochanie , lepiej będzie jak weźmiesz sobie koleżankę a ja nie będę musiał się z Tobą użerać . Chcesz się poprzytulać ? Wybacz , ale masz tak gorące ciało ,że nie jestem w stanie dać Ci po prostu poczucia bliskości , no chyba że na moim zasadach ... " Tak wygląda facet 21 wieku ... Wyrafinowany dupek , któremu wydaje się , że sex jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby kobiety, choć w sumie ... wystarczy jak zaspokoi swoje potrzeby . Otóż nie panowie .... my potrzebujemy czegoś więcej ... Nie chcemy waszego 4 paku na brzuchu , chcemy ramion które po prostu nas otulą i dadzą poczucie bezpieczeństwa.Nie chcemy seksu do rana , chcemy żebyście pozwolili nam się w siebie wtulić i tak zasnąć . Nie chcemy waszej kasy ... chcemy waszej obecności , nie tylko wtedy kiedy wy macie na to ochotę ... Nie chcemy też was w żadem sposób ograniczać ... chcemy byście po prostu chcieli do nas wracać .  Chcemy być kochane i zdobywane .Zdobywane a nie uwodzone ...
Mówią ,że kobiety nie marzą o księciu z bajki... otóż trochę marzymy i dlatego też wierzymy w każdą z tych bajek , które nam opowiadacie tylko po to by nas zaciągnąć do łóżka ... Wy się nie staracie , wy po prostu bierzecie a my wam dajemy co chcecie , czasem aż za dużo ... później zostajemy z pytaniem "dlaczego?". No właśnie , dlaczego jesteście takimi dupkami a my jesteśmy takie naiwne by wierzyć w to , że jesteście dokładnie tacy jak opowiadacie ?. Snujecie niebywałe historie o swojej osobowości dając nam dokładnie taki obraz mężczyzny na jaki czekamy , a my głupie się na to łapiemy , pozwalamy sobie na ryzyko a później się rozczarowujemy . Gdzie jest ten mężczyzna , który miał otwierać mi drzwi , przynosić śniadanie do łózka, spełniać moje zachcianki i kochać aż po sam grób ? Odszedł zaraz po tym jak dostał to co chciał ... Jego po prostu nigdy nie było , nie istniał , był wytworem wyobraźni stworzonym przez faceta dla kobiety rządnej prawdziwej miłości ...
Czekamy na mężczyznę idealnego , dorosłego i pragnącego poznać naszą osobowość a nie zwiedzić nasze ciało a w rezultacie zaspokajamy się dupkiem , który potrafi tworzyć piękne bajki  . Dlaczego ? Pytam dlaczego jesteśmy takie naiwne ? Dlaczego nasze prawdziwe pragnienia zaspokajamy byle czym ... Bylejakość jest dziś na topie to jest pewne .
Słysząc po  raz kolejny od faceta słowa typu "jesteś taka piękna , tak mi z Tobą dobrze , jesteś inna niż wszystkie, nadajesz się na moją żonę" mam ochotę wstać i środkowym palcem pokazać mu drzwi . Dlaczego ? Dlatego ,że słowa nic w dzisiejszych czasach nie znaczą . Nic ! Są wyrazem... niczego . Dosłownie i w przenośni . Ludzie , którzy dużo mówią tak naprawdę nic nie robią . Faceci stale mówią , stale zasypują nas lawinami swoich pięknych bajek i słów , które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia , bo nie są spersonalizowane ... one nie są do nas . Bo co oni o nas wiedzą ? Nie więcej niż to jaki kolor bielizny lubimy nosić i jaki mamy rozmiar stanika . Nic więcej im dziś nie jest potrzebne do szczęścia ... Dobrze ,że chociaż pamiętają nasze imiona ... mam taką nadzieję . Mówią to każdej bez wyjątku ... niczym się od siebie nie różnimy w ich postrzeganiu . Każda jest w stanie dać mu to samo więc do każdej poleci ten sam bukiet słodkich kłamstewek ,którym będą nas karmić aż osiągną swój cel ... A my głupie wyobrażamy sobie jakie to jesteśmy w ich oczach cudowne . Serio ? Chcecie nas tym karmić na zmianę mając nadzieję ,że zawsze będzie działało ?
Czasem żałuję ,że urodziłam się w czasach gdzie słowa nie mają znaczenia  gdzie liczy się tylko przyjemność i faceta nie interesuje to czy czujesz się przy nim bezpiecznie , komfortowo czy wyjątkowo . Bo tak właśnie powinnyśmy się czuć przy naszych facetach  : bezpiecznie , wyjątkowo i komfortowo . A jak się czujemy ?  Ja czuję się jak ciało , piękne ciało wzbudzające pożądanie , ogromną dawkę pożądania , pozbawione jednak osobowości i duszy , która przecież jest najważniejsza ... Faceci dziś nie pytają czego się boisz , jak lubisz spędzać wolny czas , jak poprawić Ci humor gdy jesteś zła . Pytają za  to na ile dni mogą wynająć pokój , czy będziesz z nimi uprawiała miłość bo przecież jesteś taka "cudowna" i ewentualnie czy zrobisz im loda bo robisz to na pewno jak żadna "inna"... tyle że ta inna słyszała  to samo .
  A My przestajemy wierzyć w to ,że ktoś jest w stanie nas pokochać prawdziwie ,że prawdziwa miłość jednak istnieje i że w końcu znajdzie się ktoś kto będzie chciał dowiedzieć się dlaczego tak  bardzo nie lubimy tej laski ze studiów.... Przestajemy wierzyć w to ,że ktoś może zainteresować się czymś więcej niż naszym ciałem i pozwalamy wam się z nami kochać do białego rana , odchodzić i wracać tylko po to by schemat powtórzyć . Wieczorami zamiast przytulić się do waszej klatki piersiowej i móc tak zasnąć , musimy zaspokoić się książką lub słabą komedią romantyczną bo wy niestety macie ciekawsze plany na wieczór ... Dajemy się wykorzystywać  licząc na choć odrobinę zainteresowania z waszej strony i co otrzymujemy w zamian ? Pustkę , nieobecność , głuche telefonu i teksty w stylu " mam ochotę na seks z Tobą" ... Nie chcę seksu ... nie chcę pieprzyć się z Tobą do rana .Chcę Twojej obecności , chcę byś dał mi poczucie bezpieczeństwa , całował w czoło i przytulał gdy jest mi zimno , byś oglądał ze mną te beznadziejne komedie romantyczne i pytał dlaczego jestem smutna zamiast wychodzić obrażonym z pokoju . Chcę byś się o mnie starał is tale mnie zaskakiwał a będę odwdzięczała Ci się tym samym . Chcę byś mi podał chusteczki i przytulił gdy mam gorszy dzień , biegał ze mną po wszystkich atrakcjach w wesołym miasteczku i tańczył do rana na jakiejś beznadziejnej dyskotece , tylko dlatego że ja to lubię . Chcę byś zapytał mnie dlaczego  tak bardzo kocham noce mimo , że się ich boję... Chcę byś mnie poznawał a nie pożądał . Chcę byś był a nie bywał , kiedy masz taką potrzebę . Czy to tak wiele ?
Chcę mężczyzny który wieczorem po prostu pozwoli się wtulić w swoje ramiona a rano przywita buziakiem w czoło a nie faceta , który myśli inną częścią ciała niż mózg, nie potrafi być czuły bo stale Cię pragnie . Stale i wciąż a gdy.... gdy  już zaspokoi swoje pragnienia , odwraca się na drugi bok bo mu strasznie gorąco i po prostu idzie spać .... Gdzie Ci mężczyźni , którzy chcą poznać mapę Twojego życia a nie ciała ?
Chcę mężczyzny , który uwiedzie mnie swoją inteligencją i pokaże ,że w życiu liczę się ja , nie moje gówno warte piękne, młode ciałko ... Chcę mężczyzny a nie niewyżytego dupka  strzelającego fochy gdy tylko powiesz "nie"... Potrafisz taki być ? Chcesz taki być dla mnie ?...

czwartek, 24 stycznia 2019

Szukam faceta : przystojnego , inteligentnego, zadbanego , kochającego.... Nie szukam związku ... Chcę go tylko zobaczyć !

Czasem wydaje nam się ,że by zamknąć niektóre drzwi naszego życia wystarczy uświadomić sobie ,że nie prowadzą one do nikąd , podjąć "męską " decyzje (a najlepiej jak ktoś podejmie ją za nas) i po prostu odejść , nie odwracając się za siebie ... Mówią ,że najlepszymi decyzjami są te , których się najbardziej boimy . Ja się bałam ... Bałam się samotności , braku jego obecności , braku ciepła jego ciała czy zwykłego "hej" na dzień dobry. Bałam się, że moje życie wypełni się pustką , straci na wartości i po prostu stanie się bez  niego nudne, a ja nie będę miała już powrotu do "nas". Bałam się tego ,że niszczę coś co było prawdziwe a raczej co mogło być prawdziwe... gdybym porzuciła swój strach i zaczęła cieszyć się tym co mi daje świat , tym co mi dawał on... codziennie zastanawiam się jakby to wtedy wyglądało .
Jedni mówią ,że miłość się buduje obecnością , szczerością i poczuciem bezpieczeństwa, inni natomiast uważają ,że zbudować w ten sposób można trwałą relacje ,a miłość ,,, miłość albo jest , albo jej nie ma . Co na ten temat ma do powiedzenia moje serce , albo raczej mój rozum .. hmmm chyba nic . Chyba jeszcze nie nauczyliśmy się jak kochać i pozwolić być kochanym . Ale ten związek  mimo wszystko mnie wzbogacił w nowe doświadczenia , wnioski których być może kiedyś brakowało a może po prostu nie do końca je rozumiałam . Najważniejsze to przestać się bać ... Pozwolić drugiej osobie wejść do naszego życia i po prostu z nami być , nie martwiąc się tym ,że za jakiś czas wszystko może się między nami zmienić ... bo może , oczywiście ! Ile jest małżeństw , które po tylu wspaniale spędzonych latach decyduje się na rozwód . Ale nawet gdy się "spiepszy"warto mieć tę świadomość ,że się w tym było całym , że się nie weszło do tej wody po kostki , tylko że się weszło w to całym sobą ,zostawiło się strach na brzegu i pozwoliło nauczyć się pływać . To nie jest łatwe i zdecydowanie prościej się o tym pisze niż to robi , ale jak być rybą , bojąc się wody ? A z drugiej strony - skąd mamy pewność ,że to właściwej osobie zawierzamy całego siebie ? Nie mamy ! Musimy być gotowi na ryzyko i związane z  nim cierpienie ;( Takie jest  życie , tacy są ludzie, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana !
Minęło dopiero kilka miesięcy a ja przestaje poznawać siebie ... zawsze wydawało mi się ,że zamykając pewien rozdział , będąc świadomym tego ,że tak będzie lepiej - nie będę do niego wracać . Przyzwyczaję się i będzie okey !
 Zawsze wydawało mi się ,że nie był idealny . Bo nie był , ja też nie byłam.  W każdym innym facecie widziałam cechy , które  chciałam zobaczyć w nim ... dziś jest odwrotnie . Paradoks , co ? Nigdy nie spodziewałabym się tego ,że będę porównywała każdego kolejnego faceta do Niego , że wtedy właśnie będę dostrzegała jak wiele miał cech , których nie mają inni , jak wiele mogliby się od niego nauczyć . Oczywiście to nie jest tak ,że wszystko co z nim związane nagle zaczęło mi się podobać , jasne że nie ! PO prostu chyba nie umiem przyzwyczaić się do tego ,że żaden facet nie przytula tak jak on , nie poświęca się tak jak on , nie znosi moich humorków z takim spokojem , że żaden facet nie jest nim. Czy chciałabym powrotu ? Nie . Nie chciałabym znów do tego wracać . Chciałabym zostawić to za sobą i nie żałować , ale nie potrafię nie żałować wiedząc jak wiele straciłam z własnej winy . Usłyszeć od kogoś słowa "Nigdy nie czułem się przy Tobie kochany" to jak dostać nożem prosto w serce . Nawet gdy jest się świadom ,że nie dawało się komuś tyle szczęścia na ile zasługiwał , usłyszeć to z jego ust to cios ... boli. Zamykają się jedne drzwi , otwierają się kolejne . Tak mówią , tylko czy te kolejne będą lepsze ? Się okaże. Jedno jest pewne - Na pewno będą inne . Nie chcę znów powtarzać swoich błędów , ale nie wiem czy mam na tyle odwagi by przestać się bać miłości .
Najgorsze jest to ,że coraz bardziej brakuje mi uczucia  bliskości , ciepła drugiej osoby . Robię rzeczy , których nie do końca jestem pewna a później żałuję , krzycząc na swój rozsądek gdzie on się podział  gdy najbardziej go potrzebowałam . Chcę pozwolić komuś by nauczył mnie okazywania uczuć , życia bez strachu i niepewności , by nauczył mnie odnaleźć siebie w tym wszystkim ,ale ten świat , Ci ludzie ... to wszystko za bardzo przeraża mnie bym mogła oddać komuś coś więcej niż ciało ... Jedni powiedzą - dałaś mu wszystko czego chciał , oddałaś mu siebie ... ale czy naprawdę oddałam mu siebie cała .? Nie sądzę . Potraktowałam to raczej jako niewinna a jednocześnie bezmyślną przygodę . I niech tak zostanie ! Nie oddałam mu siebie i nie sądzę bym kiedykolwiek umiała to zrobić , bo znaczyłoby to że musiałby poznać moje sekrety , słabości , mnie prawdziwą ... Z jednej strony dałam tyle ile sama chciałam dać od siebie a z drugiej .,.. przykre jest to jak bardzo płytkie są dzisiejsze relacje , jak bardzo facetów zadowala tylko przyjemność poznawania mapy ciała kobiety zamiast jej charakteru , osobowości , zmysłowości. Świat schodzi na psy to fakt a co my robimy by to zmienić ? Nic. Wypełniamy pustkę po jednej osobie , drugą, udajemy że jest fajnie tęskniąc za lepszym wczoraj ... szukamy, tylko czy właściwie wiemy czego ?Miłości ? Związku ? Kogoś kto zechce nas poznać , czy raczej czułości , bliskości i przelotnych znajomości ? Ten świat jest zbyt niepewny by móc być pewnym ,że szuka się tylko prawdziwej miłości !

środa, 12 września 2018

Ich wczoraj , moje jutro !

Chciałabym móc w końcu usiąść i napisać tutaj coś innego , coś wesołego i motywującego , ale nie mogę ... Dziś w księgarni natrafiłam na książki , z rodzaju moich ulubionych - czyli uczące jak żyć. Czytając komentarze i recenzje do jednej z nich przypadkiem natrafiłam na bloga kobiety , która jest moim idolem , kobiety sukcesu , którą kiedyś chciałabym być . Pisała ona o tym jak wiele jest w życiu powodów do radości , jak wiele można dostrzec miłych i pozytywnych sytuacji , gdy się tylko otworzy oczy ... Czytanie tego rodzaju wpisów mnie troszkę motywuje , być może tylko na chwilę , ale jednak czuję wtedy siłę , siłę by zmienić swoje życie ... Czy to mi pomaga ? Może na chwilę pozwala znów mieć nadzieję  na lepsze jutro ...
Od kilku dni znów mam gorszy okres ... uświadomiłam sobie , że moje życie jest totalnie do bani ... Ktoś powie masz jeszcze całe życie przed sobą o czym Ty mówisz.. ,a le o jakim całym życiu my mówimy jak ja już dziś nie widzę żadnych perspektyw na jutro ... Czy będąc nieszczęśliwą dziś, mogę być szczęśliwa jutro ? Czy nie zmieniając swojego życia, zmienię swoje emocje ? ....
czuję się jak babcia , którą w życiu nic ciekawego nie ma prawa już spotkać , której życie jest już dawno przesądzone a sensu by cokolwiek starać się zmienić brak .. bo po co zmieniać coś , skoro być może nawet nie doczekamy tego efektów. Najsmutniejsze jest to ,że ta babcia stojąc już nad swoim grobem nie jest w stanie przypomnieć sobie ani jednej chwili w swoim życiu , w której naprawdę była sobą - szczęśliwą i spełnioną kobietą , którą zawsze tak bardzo pragnęła być ...
Mówią że nasze życie należy do nas , każą nam podążać własnymi ścieżkami i być sobą , ale to nie jest takie proste jak się wydaje. Bo jak być sobą , kiedy za rogiem już stoją tacy , którzy mówią Ci co masz robić by być bogatą i w ich mniemaniu szczęśliwą osobą .... Bo przecież po co komu więcej .. . spełnienie nie jest istotne a bycie szczęśliwym to tylko kwestia odpowiedniej ilości pieniędzy . By żyć własnym życiem i spełniać swoje marzenia trzeba mieć w życiu dużo dużo odwagi .Mi  tej odwagi brak ... Pozwalam sobą manipulować , przestawiać siebie z konta w kont , traktować jak robota , którego zadaniem jest robienie wszystkiego ,a  gdy nagle nie spełnia oczekiwań innych - jest problem . Problem podczas, którego to robot czuje się winny temu , że nie jest wystarczająco dobry by zaspokoić oczekiwania i potrzeby całej reszty świata... |
Nie chodzi w życiu o spełnianie oczekiwań innych powiecie - i pewnie będziecie mięli racje , tylko ... co jeśli za wszystkim stoi brak aprobaty ze strony najbliższych , strach przed tym że się odwrócą , że gdy podwinie Ci się noga usłyszysz - a nie mówiłam ... trzeba było żyć tak jak Ci kazałam , znaczy podpowiadałam , bo przecież wszystko i tak niby zależy ode mnie ...
Znam ludzi , którzy nie słuchają głosów innych , "rozsądniejszych" od siebie , którzy rzucają wszystko i idą po swoje , ścieżką obraną przez siebie . Ci ludzi mają w sobie tyle pasji i energii do życia ... Można by się od nich wiele nauczyć . Przecież tak naprawdę nie wszystko musi nam w życiu wyjść .. nie chodzi o to by było idealnie... bo nigdy nie będzie , nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy by sprostać oczekiwaniom reszty świata . Chodzi o to by popełniać błędy , by się mylić ,a później mieć odwagę i siłę by wstać , podnieść głowę , otrzeć zdarte kolana i iść dalej .
Chciałabym mieć odwagę by podążać w swoim życiu własną drogą , bo przecież mam marzenia , mam cele  , które tak bardzo chciałabym osiągnąć ! Pewnego dnia wstanę , tupnę nogą powiem głośno i wyraźnie ,że to moje życie i wyjdę , wyrzucając za burtę mojego życia wszystkich ludzi , którzy sprawiają, że zamiast latać , zaczynam tonąć , dławiąc się przy tym życiem ...!
Mówią , że w życiu trzeba ponosić konsekwencję swoich wyborów , tylko że w moim przypadku zatoczyło się już koło złych decyzji .. nie do końca moich . To ,że wybrałam coś nie znaczy , że to była moja decyzja , dziś ponoszę jej konsekwencje i słyszę , że sama na to zapracowałam ... czyżby ? A może po prostu za bardzo chciałam by to ktoś inny był szczęśliwy ... by ktoś inny patrząc na mnie widział nie mnie prawdziwą , lecz to co chce zobaczyć
Nie chcę być dłużej marionetką w czyichś rękach i stale słychać , że wszystko co złe w moim życiu to moja wina a to co dobre... w zasadzie to na palcach jednej ręki mogę wymienić co w nim jest dobrego ... Kijowo jest we własnym teatrze życia nigdy nie zagrać głównej roli . Moją duszę wsadzono w ciało kogoś , od kogo nie umiem się uwolnić , ale w końcu znajdę wystarczająco dużo siły by się wyrwać i zamiast udawać szczęśliwą, po prostu nią będę  !

niedziela, 26 sierpnia 2018

Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na naszej drodze ot tak

Jedni mówią , że prawdziwa miłość nie istnieje , inni  zaś , że jest bliżej niż nieraz nam się wydaje . Komu wierzyć ? Co uznać , za prawdę ?
A co z miłością od pierwszego wejrzenia ? Może to tylko złudzenie , które przemija równie szybko jak zdążyło  się pojawić ?
Zawsze byłam sceptycznie nastawiona do miłości ... Jak każda dziewczynka marzyłam o księciu z bajki , który pojawi się niczym grom z jasnego nieba i po prostu rozkocha mnie w sobie pozwalając zapomnieć o Bożym świecie .  Jak każda mała księżniczka liczyłam na szczęśliwe zakończenie - jak w tych wszystkich filmach romantycznych , jednocześnie jak dorosła kobieta miałam świadomość tego , że życie to nie bajka , że nie wszystko o czym opowiadają nam dorośli , czy piękne filmy romantyczne jest prawdą . Większość to zwykła iluzja stworzona po to , by nam żyło się łatwiej , byśmy mięli zawsze nadzieję na to , że może być pięknie .
O co właściwie chodzi w tej miłości ? Jak to jest , że niektórzy nie mają problemu  z podjęciem decyzji i stwierdzeniem , że to jest ten , na którego czekali całe życie , a inni muszą wybierać między rozsądkiem a sercem , które właściwie płata im takie figle , że Ciężko rozróżnić uczucie od fikcji ?

Kiedy miałam go spotkać po raz pierwszy był dla mnie trochę wyzwaniem , chciałam udowodnić sobie , że .... nie jestem taka zła, że bez pokazywania cycków potrafię rozkochać w sobie faceta od tak . To było głupie - fakt , ale wtedy przeżywałam głupi okres , kiedy to chciałam się w jakiś sposób dowartościować ,  kiedy każdy ciekawy facet był dla mnie wyzwaniem , celem do zdobycia . Nigdy nie obiecywałam więcej niż mogłam dać , nie dawałam więcej niż sama chciałam , nie brałam więcej niż dawali, chyba nawet grałam fair , chyba nawet nie grałam na ich uczuciach . On też był moim celem , był moim wyzwaniem do momentu , kiedy pierwszy raz spojrzałam w jego niebieskie oczy , kiedy się do mnie uroczo uśmiechnął i przedstawił .  "dziewczyna nie ściana , da się przestawić"- myślałam ...Pamiętam do dziś jak wsiadałam do jego samochodu a nasz wspólny kumpel nas sobie przedstawiał . Miał długą kurtkę i mało przeciętne jeansy , co sprawiało , że zdecydowanie wyróżniał się w tłumie . Od słowa do słowa , od gestu do gestu podobał mi się coraz bardziej.  . Później namawiałam ich na wspólną imprezę , która okazała się strzałem w dziesiątkę ! Jedna, druga , później miłe słowa , rozstania i powroty i tak przez 3 tygodnie , a później cisza . Totalna cisza , która potrafi Cie zabić. Czekasz , co 3 minuty  sprawdzasz telefon , czy czasem nie napisał , może nie słyszałaś ... szukasz wymówek na jego zachowanie - może jest zajęty , może odpisze później , aż w końcu przestajesz czekać . Starasz się zapomnieć , ale nie da się zapomnieć czegoś co odbiło się w twoim wnętrzu echem , czegoś co wydawać by się mogło , że było prawdziwe i jedyne w swoim rodzaju . Przyzwyczajasz się do jego braku , żyjesz jak do tej pory - bez niego , ale nigdy nie tracisz nadziei na to , że w końcu napisze , że zmieni zdanie i weźmie was na poważnie . Od tego czasu minęło 3 lata - 3 lata życia w iluzji , wyolbrzymiania tego co było piękne i zapominania o tym , co było złe . Wydawać by się mogło , że to wystarczająco dużo czasu by zapomnieć, by dorosnąć, pogodzić się z tym , że życie toczy się dalej i nie można niektórych rzeczy przeskoczyć , ale to nieprawda... Być może to kwestia przekonania się , udowodnienia samej sobie , że to co jest między nami zostało stworzone przez mój mózg tylko na chwilę , a ja przez przypadek zbyt mocno się do tego przywiązałam, może gdybyśmy mięli okazję spróbować , wtedy przekonalibyśmy się czy to prawda czy iluzja ...
Dziś jest moim niedoścignionym marzeniem , facetem idealnym , o którym zawsze będę marzyła ... zawsze będę sobie wyobrażała jak jest nam dobrze razem i jacy jesteśmy szczęśliwi . Jest iskierką , która potrafi rozpalić we mnie ogień . Dla niego byłabym w stanie rzucić wszystko i zacząć od nowa.. gdyby tylko naprawdę chciał. Gdybym tylko wiedziała , że jemu zależy równie mocno jak mi ... Za każdym razem gdy znów pojawia się w moim  życiu na te przysłowiowe 5 minut, wywraca moje życie do góry nogami... To nie jego wina lecz moja, bo na siłę staram się stworzyć coś czego nie ma  i nigdy nie będzie, niszcząc przy tym to co jest pewne w moim życiu  a pewne jest jedno - jest obok mnie ktoś,  kto kocha mnie prawdziwie i szczerze, ktoś kto zrobiłby dla mnie wszystko,, a dla mnie to za mało bo ten ktoś nie jest nim ... Jestem niestety świadoma tego, że zawsze będę ich porównywala I że .. Jeśli nic się nie zmieni to całe życie będę żałowała, że nie miałam okazji spróbować prawdziwej miłości.... Nie potrafię zamknąć tych drzwi, nie potrafię odpuścić i żyć dalej ... Już chyba zawsze będę miała nadzieję na to, że za każdym razem gdy je otworzę on będzie tam stał, a pewnego dnia zechce wejść na stałe .